poniedziałek, 17 lutego 2014

Chapter 1 "I was thinking about you, thinking about me, thinking about us [...]"

Z dedykacją dla Karoliny z Janowicza, która męczy mnie swoimi komentarzami!
Dzięki za nie słońce!

If you ever love somebody put your hands up!
Now they gone and you wish that you could give they everything...

                    Róża wysiadła z taksówki, która zatrzymała się pod jednym z włoskich hoteli. Zabierając z bagażnika swoją walizkę czuła dziwne uczucie w dole brzucha, które niepokoiło ją. Czuła, że wizyta w tym kraju nie będzie dla niej szczęśliwa. Westchnęła i uśmiechem podziękowała bojowi za zabranie jej bagażu. Weszła do środka i podeszła do recepcjonistki, która widząc ją uśmiechnęła się lekko.
                    - Witamy w hotelu Paradise. Miała pani rezerwację?
                    - Witam. Róża Stoch.
                    Kobieta wpisała nazwisko w komputer i przez chwilę komputer przeszukiwał swoje dane.
                    - Zgadza się. Oto pani klucz. Pokój 21-21. Piękny widok na skocznie.
                    - To mój kuzyn będzie wniebowzięty. - uśmiechnęła się lekko i zabrała klucze.
                    Pojechała wraz z bojem na górę i podziękowała mu za dostarczenie bagażu. Była pewna, że sama dałaby sobie radę z jedną walizką, ale nie chciała już się kłócić.
                    Usiadła na łóżku, które zajmowało znaczną część pokoju i z uśmiechem przejechała dłonią po miękkiej pościeli. Była zmęczona dość długim lotem i dwoma przesiadkami, ale wiedziała, że na razie nie będzie dane jej odpocząć. Musi zadzwonić do swojej matki lub Kamila i powiedzieć, że jest już w Predazzo. Kiedy tylko się dowiedzą o jej obecności od razu tutaj przyjadą.
Westchnęła i wyciągnęła z kieszeni swetra komórkę. Szybko odnalazła w spisie kontaktów numer kuzyna i zadzwoniła.
                   - Halo?
                   - Kamil? - przeczesała dłonią włosy i rozglądnęła się po pokoju. - Jestem w Predazzo.
                   - Już? Ciocia mówiła, że samolot ląduje o dwunastej.
                   - A jest dwunasta pięćdziesiąt sześć? - zerknęła na zegarek wiszący na ścianie. - Zgubiłeś trochę czasu.
                   - Cholera... Zabiję Żyłę. Okej. Gdzie dokładnie jesteś?
                   - Hotel Paradise. Pokój 21-21.
                   - Będę za jakieś piętnaście minut, to niedaleko nas.
                   Rozłączyła się i odłożyła telefon na stolik. Podeszła do okna i odsunęła białą firankę, która je zasłaniała. Skocznia majaczyła się w krajobrazie. Westchnęła cichutko i oparła głowę o ścianę. Nienawidziła tego sportu od jakiegoś czasu, a teraz z własnej woli wepchnęła się na jedne z zawodów. Nagle dosięgła ją przerażająca i realistyczna myśl. Może spotkać tu osoby o których nie chce pamiętać. Zamknęła oczy i zagryzła wargę. Przed oczami pojawiło jej się kilka sylwetek, które machały jej. Pamięta to wspomnienie. Robiła ostatnie zdjęcie przed swoim wyjazdem do Seattle. Miało jej pomóc przetrwać te dwa tygodnie. I pomogło, ale nie pomogło przetrwać tego co zastała kiedy wróciła.
                    Puściła materiał i odeszła od okna, usiadła na łóżku. Czuła, że głowa zaczyna ją boleć od nadmiaru myśli, a oddech przyśpiesza od przerażenia i stresu. Nie mogła się poddać. Była silną kobietą. Już nie da się więcej nabrać na głupie wymówki i pełne pożądania spojrzenie. Ona nie potrzebuje mężczyzny do szczęścia. Nie ona.
                    Po pokoju rozległ się dźwięk pukania w drzwi. Odetchnęła i podeszła do drzwi. Za kawałkiem drewna stał jej kuzyn, ale nie sam.
                    - Różyczka!
                    Piotrek objął ją ramionami i zaczął mocno ściskać. Kamil rzucił jej przepraszające spojrzenie, które dostrzegła znad ramienia starszego skoczka. Uśmiechnęła się lekko i odwzajemniła uścisk, który po chwili zelżał.
                    - No no. Ale z ciebie laska się zrobiła. - zagwizdał, za co dostał w głowę od Stocha. - Sory. Ale ja nie mówię, że Cię podrywać będę. Ja sem Piotruś Złotousty! Żadna niewiasta nie jest w moim pobliżu...
                    - Bezpieczna. - dopowiedział Kamil, wchodząc do środka.
                    - Nie no. Foch z przytupem.
                    Stoch wywrócił oczami i szybko przytulił zdezorientowaną kuzynkę, która dziwnym wzrokiem wpatrywała się w starszego skoczka. Otrząsnęła się z zamyślenia i roześmiała perliście, wtulając w kuzyna.
                    - Więc co cię sprowadza do nas?
                    - Chciałam trochę odpocząć. Nie dawali mi spokoju, a od czasu... Ee.. Nowego projektu to już w ogóle.
                    Nikt z rodziny nie wiedział co tak naprawdę jest jej pracą. Byli święcie przekonani, że pracuje w firmie reklamowej jako sekretarka i może lepiej, że nie wiedzą. Nie będą musieli dźwigać ciężaru wiedzy. Nieraz układała w głowie scenariusze dotyczące rozmowy z rodziną na temat jej prawdziwej pracy. Niestety każdy kończył się nie tak jakby chciała.
                    - To co młoda? Zostajesz do końca? - Kamil spojrzał na nią z nadzieją. Od paru lat kontaktowali się z sobą za pośrednictwem telefonu i to nie tak często jakby chciał.
                    - Chyba nie mam wyboru. - westchnęła patrząc na proszące miny obu skoczków. Ci podskoczyli na łóżku i przybili sobie piątkę. Wywróciła oczami i rozczochrała kuzynowi włosy. - A jak Ewa i Justyna?
                    - Ewa w porządku. Ciągle mnie męczy o wycieczkę w Warszawie. Nie rozumiem.
                    - Kamyk. - spojrzała na niego z politowaniem i roześmiała się z niewinnej miny.
                    - Śmiej się śmiej. Zobaczymy co powiesz, gdy przedstawimy cię reszcie.
                    Jej śmiech zamilkł, a ona z przerażeniem w oczach patrzyła to na jednego to na drugiego. Nie zrobiliby jej tego. Nie mogli. Ale w sumie nie wiedzieli dlaczego nie chce poznać reszty skoczków z innych reprezentacji.
                    - Zbieraj się mała. Zaraz musimy ruszyć na skocznie. Łukasz i tak nas wyjątko... - przerwał w zamyśleniu spoglądając na swoją kuzynkę. - ...wo potraktował. Rosie słońce... Ty chyba kończyłaś jakieś studia, prawda?
                    - Skończyłam medycynę i psychologię, dlaczego pytasz? - spojrzała na niego zdezorientowana. Widząc jego wzrok, poukładała sobie wszystko jak w układance. - Łukasz chce żebym się czymś zajęła w kadrze, prawda?
                    - Ja sam się dopiero domyśliłem. - bronił się Stoch unosząc ręce do góry. - Ale wiesz... Będziesz mogła z nami spędzić trochę czasu i...
                    - Nie mówiłam, że jestem przeciwna. To w sumie mogłoby być dość miłe i fajne, ale nie wiesz czy to prawda. Wolę się nie nastawiać by nie rozczarować się aż tak.
                    - Jasne. - mruknął ze smętną miną. Zaraz jednak uśmiechnął się w jej kierunku i wstał z łóżka. - Dobra ferajna zbierać się.
                    - Dzisiaj... Będzie impreza stulecia. Specjalnie na twoją cześć! - szepnął jej Piotrek.
                    Uśmiechnęła się, ale nie był to wcale uśmiech radości, raczej wymuszony. Westchnęła i słysząc hałasy z hotelowego holu zgarnęła swoją torebkę i kurtkę, którą szybko założyła. Czas na konfrontację z nieuniknionym.

                    Zatrzymała się przed bramą, która oddzielała teren skoczni od reszty miasteczka. Musiała tutaj poczekać na Kamila, który wraz z Piotrkiem pobiegli po trenera. Podniosła głowę i spojrzała w górę na belkę startową. Pamięta jeszcze jak kibicowała kuzynowi, który był szczęśliwy po swoim pierwszym wygranym konkursie. Może i miała wtedy tylko siedem lat, ale pamięta to dokładnie. Fakt był starszy o cztery lata, ale jakoś nie zwracali na to uwagi.
                    Odwróciła się słysząc głosy dochodzące z prawej strony. Kamil i Piotrek już wracali, ale przyciągnęli ze sobą całą kadrę. Zagryzła wargę widząc dobrze znaną blondynkę, która uśmiechała się wesoło, oglądając zdjęcia w aparacie. Po chwili spojrzała na męża i zatrzepotała rzęsami.
                    - Ale co to za niespodzianka. Kochanie no powiedz.
                    - Jest tam. - wskazał dłonią na stojącą Różę.
                    Ewa wytrzeszczyła oczy i pisnęła wesoło, rzucając się biegiem w stronę blondynki. Nie minęła chwila jak obie ściskały się mocno.
                    - Kto to? - Ziobro z zainteresowaniem spoglądał na wysoką blondynkę, która właśnie wesoło trajkotała z Ewą.
                    - Moja kuzynka. - uśmiechnął się szeroko Kamil. - Róża.
                    Zmierzył wzrokiem sylwetkę kobiety. Była piękna to prawda, ale najbardziej wzrok przyciągał jej uśmiech. Szeroki i ciepły. Długie, prawie do tali włosy były ciemnobrązowe ze sporą ilością blond pasm.
                    - Chodźcie. Musicie ją poznać. - powiedział jeszcze i zagłębił się w rozmowie z trenerem.
                    Róża strzepnęła płatki śniegu z grzywki i uśmiechnęła się w kierunku Ewy. Może i nie znała się z nią za bardzo, ale obie czuły więź między nimi.
                    - Zostajesz na dłużej?
                    - To zależy. Kamyk ma teorię spiskową o tym, że Kruczek chce mnie zatrudnić jako psychologa lub lekarza.
                    - Dziwisz mu się? Skończyłaś najlepszy uniwersytet jaki jest. Harvard nie jest polibudą.
                    Zaśmiała się cicho słysząc porównanie.
                    - No raczej.
                    - Róża. To jest Łukasz Kruczek, nasz trener. Wiewióra znasz. To jest Dawid, to Klemens, to Janek, a to Maciek. - Kamil po kolei wskazywał na każdego.
                    - Hej chłopaki. Dzień dobry. - podała Kruczkowi dłoń.
                    - Mam nadzieję, że nie wymęczą cię za bardzo. Chciałbym z tobą również porozmawiać.
                    - Nie ma problemu.
                    - Ale to później. - zarządziła Ewa, która popatrzyła morderczym wzrokiem na każdego z mężczyzn. - Mamy do pogadania z młodą, więc idziemy do kawiarni, a wy sobie potrenujecie w tym czasie. - cmoknęła męża w policzek i pociągnęła za sobą Różę, która odwróciła się i posłała przerażone spojrzenie w kierunku skoczków, którzy jak jeden mąż wybuchnęli śmiechem.

                    Odetchnęła z ulgą, kiedy wreszcie zajęły miejsca w jednej z włoskich knajpek niedaleko skoczni. Kolorowy wystrój wnętrza napawał optymizmem i sama dała się ponieść chwili i zapomnieć choć na chwilę o swoich problemach. Nie była Glorią, była Różą Stoch, która spędzała czas z żoną kuzyna.
                    - To co? Wiesz chociaż co znaczą te nazwy?
                    - Pod spodem masz po angielsku. - szepnęła jej Róża i skryła się za swoją kartą, wybuchając śmiechem.
                    - Oj tam, oj tam. - Ewa machnęła ręką i uśmiechnęła się, a jej policzki się zaróżowiły.
                    - Co powiesz na klasykę? Tiramisu i espresso?
                    - Jak dla mnie idealnie. Tylko nie espresso. Gorącą czekoladę albo zieloną herbatę. Nie jestem miłośniczką kawy.
                    Kelner zjawił się po chwili. Ewa już chciała składać zamówienie, ale zrobiła to za nią Róża, która płynnym włoskim dialektem przekazała wszystko. Pani Stoch aż zamrugała ze zdziwienia i odnotowała, że musi sobie z nią porozmawiać trochę dłużej.
                    - To jakaś odmiana po rozmowach przez Skypa lub telefon.
                    - Ano faktycznie. - Róża uśmiechnęła się i zaczęła składać z serwetki zwierzątko. - Nie jestem zwolenniczką elektroniki jeśli chodzi o kontakty między ludzkie. Zresztą jestem psychologiem to chyba jasne.
                    - Niby tak, ale jednak to ułatwienie. - Ewa poczuła ścisk w żołądku, słysząc w głowie pytanie które dręczyło ją od dobrego miesiąca. - A tak właściwie to czym zajmujesz się w tych Stanach? Twoja mama nie była zbytnio rozmowna na ten temat, a Kamil nie umiał mi wytłumaczyć.
                    - Ja...Eee.. Jakby to wytłumaczyć. Pracuje w jednej z agencji reklamowych. Dokładniej to jeżdżę po Stanach na spotkania z klientami i dogaduje się z nimi w kwestii szczegółów.
                    -Mhm... - blondynka spojrzała za okno zamyślona. - Wiesz... Nie zrozum mnie źle. - przeniosła wzrok na Różę, która wyglądała lekko blado. - Ostatnio chłopaki urządzili sobie małe spotkanko w pokoju. Na jednym z kanałów muzycznych leciał teledysk tej piosenkarki... no... Jak ona ma? Grace? Glade? Gloria! O Gloria. Glorii Stone. Wyglądacie bardzo podobnie.
                    Róża czuła jak robi jej się zimno, a żołądek podchodzi do gardła. Nie zastanawiała się nigdy co mogłaby powiedzieć gdyby znalazła się w takiej sytuacji jak ta. A mogła to wszystko dokładnie zaplanować. Mogła przecież wymyślić, że to zbieg okoliczności, albo że to jej kuzynka, albo...
                    - Dobra koniec. - westchnęła zrezygnowana. - Agencja reklamowa, to całe jeżdżenie po Stanach... To jedna wielka ściema. Masz rację, wyglądamy podobnie. - przeczesała dłonią włosy. - Może dlatego, że jesteśmy jedną osobą.
                    Poczuła jakby coś ciężkiego zdjęto z jej pleców. Od czasu stworzenia Glorii czuła się przytłoczona i odpowiedzialna za wszystko. Bała się dosłownie wszystkiego.
                    Ewa wpatrywała się w kuzynkę męża z niedowierzaniem, ale i lekkim podziwem. Sam fakt tego, że udało jej się ukryć prawdę przez ponad cztery lata imponował jej. W końcu siedząca naprzeciw niej kobieta wyjechała mając zaledwie osiemnaście lat, a teraz wróciła. Dała sobie sama radę w wielkim kraju i jeszcze odniosła sukces.
                    Z drugiej strony, Ewa nie mogła wyobrazić sobie jak można przez tak długi czas okłamywać rodzinę, przyjaciół i wszystkich. Nie mogła sobie tego po prostu wyobrazić.
                    - Ktoś o tym wie?
                    - Poza tobą? - zapytała; Ewa pokiwała głową, na co ona westchnęła i odwróciła głowę w stronę okna. - Tylko czwórka osób. Moja menedżerka, mój stylista i dwójka zaufanych przyjaciół.
                    - Jak? Dlaczego to zrobiłaś?
                    - Ludzi nie chcą słuchać Europejki, która przyjechała do ich kraju i sądzi, że może zwojować ich rynek. Abby wpadła na pomysł ze stworzeniem fikcyjnej postaci. Kobiety, która istnieje tylko na papierze. Chroni to po części moją prywatność. Nie wiedzą kim jestem bez peruki, więc nie latają za mną tabunami i nie robią zdjęć prostych czynności.
                    Ewa uśmiechnęła się lekki widząc powagę i ulgę malujące się na jej twarzy. Zdawała sobie sprawę z tego, że ukrywanie takiego sekretu może być wyczerpujące i Róża czuła się już zmęczona ukrywaniem go, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, że Róża miała o wiele więcej sekretów, które starannie zachowała i nie miała zamiaru pokazać ich światu.